Budowa domku vol. 04 – Dach, taras i elewacja.

Gdy domek przybrał swój ostateczny kształt nadszedł czas, żeby ochronić go przed warunkami atmosferycznymi. Wiązało się to z wyłożeniem dachu gumą EPDM, obiciem elewacji dodatkowymi warstwami sklejki oraz z ich późniejszym pomalowaniem. Dodatkowym pobocznym projektem okazała się budowa tarasu tymczasowego.

 Domek, który stał na 4 betonowych słupach posiadał drzwi,  których próg był podniesiony względem podłoża., a częste opady spowodowały utworzenie się błota wokół całej konstrukcji. Lekarstwem na obie bolączki był taras wykonany ze zgromadzonych palet i desek, których liczba przez lata wzrosła do niepokojącej ilości. Taras miał być konstrukcją tymczasową, ale póki co po 2 latach wciąż spełnia swoją funkcję  i jak na pełną prowizorkę trzyma się  znakomicie.  Zawsze to lepsze rozwiązania niż zamówienie kontenera na palety. W końcu duch zero waste jest u nas mocny.

Następnie przyszła pora na dodanie frontowego parapetu i obicie ścian kolejnymi warstwami sklejki. Dzięki kilka warstwom położonym naprzemiennie poprawiła się izolacja cieplna i akustyczna domku, a całość konstrukcji usztywniła się jeszcze bardziej. W porównaniu z wcześniejszymi pracami obijanie elewacji było procesem bardzo szybkim i przyjemnym. Płyty o wymiarach 130x130cm szybko zapełniały  ściany domku, a krojenie ich nożykiem do tapet było dodatkowym plusem, gdyż mocno ułatwiało zadanie i docinanie nawet najbardziej skomplikowanych kształtów było proste. Wraz ze skończeniem wszystkich ścian, moglem w spokoju wziąć się za dach. Najtrudniejszą częścią tego procesu okazało się wciągnięcie 50-kilogramowego kawałka gumy na dach. Pomogła belka oparta skośnie o dach i ikeowa niebieska torba z przywiązana do niej liną. Gdy guma była już na dachu pozostało jedynie go pozamiatać, posmarować klejem i gotowe. Od razu po zainstalowaniu gumy pojawił się pomysł o wstawieniu na dach roślin. Ilość słońca jaka docierała na górę Domku była o wiele dłuższa niż gdziekolwiek na poziomie standardowych grządek, które były przysłaniane przez okoliczne drzewa i krzewy. Momentalnie było widać, że paprykom i pomidorom dach się bardzo podoba. Początkowa ilość roślin była rozsądna i nikt nie spodziewał się, że w przyszłym roku zamiast kilkunastu roślin upchnę ich na dachu prawie 200.

Dach był już zabezpieczony, więc jedyne co było podatne na warunki atmosferyczne to sklejkowe ściany. Najprostsze rozwiązanie to pomalowanie. Szybkie szukanie na mojej ulubionej platformie zakupowej pozwoliło na znalezienie niemieckiej farby do tarasów w magicznym kolorze RAL7016, czyli modnym antracycie. Farba kryła naprawdę świetnie i malowanie nią poszło szybko i gładko. Płyty bowiem nie wymagały zbyt dokładnego szorowania – były proste, suche i szybkie. Jedyne problematyczne miejsca to otwory po wkrętach, na których została położona szpachla.  Całość po pomalowaniu bardzo mocno wtopiła się w otoczenie i domek “zniknął” w gąszczu roślin. Można śmiało powiedzieć, że po wykonaniu wszystkich prac zewnętrznych poza drzwiami, Domek prezentuje się naprawdę nieźle.

W kolejnej części będę brał się za wykończenie wnętrza i przywitam Was w moim dachowym ogrodzie paprykowym.
 
Enjoy!

Dodaj komentarz