Budowa domku vol. 03 – Dach, deszcz, zimno i przeprowadzka.

Przenoszenie piramidy.

Przed przestawieniem…

Odpoczynek się skończył wraz z wyschnięciem betonowych słupów. Po tym zakończonym procesie miało nastąpić przesunięcie domku i postawienie go na tych właśnie słupach. Odległość do przesunięcia nie była duża, bo tylko raptem 3,5m, ale mimo wszystko domek swoje ważył. Ostatecznie samo przestawienie było mniej skomplikowane niż mogłoby się wydawać, aczkolwiek wraz ze wstawieniem okna były to jedyne rzeczy, których nie udało się przeprowadzić samodzielnie. Przy przenoszeniu domku i wstawianiu domku pomagał mi brat, wraz z tatą i wujkiem. Do całego procesu wystarczyły dwie czterometrowe metalowe rury oraz kilka kawałków drewna ze “sterty”, które posłużyły jako dźwignia i podstawka pod dźwignię. Po podniesieniu domku przy pomocy dźwigni, umieściliśmy rury pod domkiem i postawiliśmy go na tych rurach. Następnie domek poturlał się na swoje miejsce docelowe, gdzie można go było bezpiecznie opuścić. Przy całej operacji mogliśmy się poczuć jak Egipcjanie budujący piramidy.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie IMG_20190914_110221622-1-1024x768.jpg
…i 3 metry dalej.

A co jak będzie padać?

No właśnie. Prędzej czy później pogoda przestanie dogadzać i trzeba będzie wykombinować coś, żeby cała praca włożona w domek nie poszła na marne. Po kolejnych godzinach szukania okazało się, że potrzebna będzie na pewno membrana. Wybór padł na folię Tyvek, która miała zabezpieczyć domek przed wilgocią dodatkowo umożliwiając mu oddychanie. To tyle z teorii. W teorii też nie należy jej kłaść na dachy, ale teoretycznie położenie jej od góry nie powinny domkowi zaszkodzić. Położenie folii na całości umożliwiło wstawienie okna na swoje miejsce. W 4 chłopa zamontowaliśmy je w szkielecie domku, a następnie wypełniłem wolne miejsca pianką montażową. Znów w teorii powinno pomóc.

Gdy środek domku, ściany oraz dach były już zabezpieczone, znowu spadł deszcz. Radość z zabezpieczonego domku nie trwała jednak długo, ponieważ okazało się, że woda stoi na dachu…

– Przepraszam, czy u Pana na dachu stoi woda?
– Tak, a co chodzi?

Spadek? Jaki znowu spadek?

Wiedziałem, że moment w którym nie zaprojektowałem skosów dachowych w końcu wróci, żeby kopnąć mnie w tyłek, ale byłem na to przygotowany. Teoretycznie. Zwróciłem się do pomoc do taty, który jest niezastąpiony w rozwiązywaniu problemów i wpadł na pomoc wykonania stalowych trójkątów. Trójkąty przymocowane do dachu nadadzą mu odpowiedni skos umożliwiający skuteczne odprowadzanie wody i problem rozwiązany. Taki problem to nie problem. Na trójkąty miały zostać przykręcone płyty OSB, których sam proces samodzielnego wnoszenia na dach był bardzo interesujący. Okazało się przy nim, że posiadając odpowiednią ilość palet, można wspiąć się bardzo wysoko – nawet z płytą OSB o wymiarach 2,5×1,25 metra. Sam montaż płyt był bardzo przyjemny i szybki, szkoda tylko że musiałem go zrobić podwójnie. W dniu skończenia pokrywania dachu płytami, sąsiad przywiózł styropian do ocieplenia, o którym wspominał kilka miesięcy temu. No cóż, trzeba było rozkręcać dach jeszcze raz. Jak to w moim życiu bywa, styropianu wystarczyło na styk, a jego różne wielkości i grubości pozwoliły całkowicie wypełnić przestrzeń między starym dachem , a nowym.

Dobra prowizorka nie jest zła.
Powinno być cieplej w środku.
I gotowe!

Dach stał, ale wciąż nie wiedziałem czym go pokryć. Czas na następne googlanie. Okazało się, że najprostszym sposobem dla laika na szczelny dach jest EPDM. Guma wykorzystywana do między innymi oczek wodnych i pokryć dachowych. Jej ogromną zaletą jest to, że dach oklejamy tylko i wyłącznie jej jednym kawałkiem, co mocno eliminuje ryzyko przeciekania z powodu kiepskiego montażu. Montaż okazał się bardzo prosty. Najpierw malujemy połowę dachu specjalnym klejem, a następnie przyklejamy do niego gumę wymiatając resztki powietrza szczotką do zamiatania. Zabieg powtarzamy na drugiej połowie i koniec. Prościzna. Polecam. Po tym zabiegu domkowi nie będzie straszna żadna pogoda! Chyba, że przyjdzie zima… Guma musiała poczekać na swoją kolej, tym razem przyszła kolej na ogrzanie wnętrza.

Wersja plandekowa

Ocieplenie.

Za materiałem do ocieplenia domku rozglądałem się od kilku miesięcy. Pod uwagę brałem wełnę lub styropian. Kluczem była dostępność na OLX, wszakże zakup w sklepie byłby zbyt prosty. Gdy nadszedł moment gdy znałem już wszystkie oferty styropianu i wełny w całym województwie, rzutem na taśmę wpisałem tym razem całą Polskę. Jest! Ktoś ma na sprzedaż wełnę w arkuszach o grubości – uwaga, uwaga – 12cm! Dokładnie tyle ile miała grubość szkieletu. Po skontaktowaniu się ze sprzedającym w długi weekend listopadowy, jedynym pasującym dniem była sobota przed 7 rano. No cóż, to tylko raptem 200 kilometrów. Podróż była przyjemna, tylko deszczowa. Płyty stały na zewnątrz co lekko zwiększyło ich wagę. Po zapakowaniu pod sufit busa pożyczonego od sąsiada, ruszyłem w podróż powrotną. Teraz tylko pozostało to wypakować, przenieść i zamontować, a to tylko raptem 3 rzeczy.

Cały, to cały.
i cieplej i ciszej.

Jak to zwykle przy tym projekcie bywało, wszystko ułożyło się znakomicie. Płyt starczyło na ocieplenie całego domku i zostało tylko pół płyty zapasu – wynik świetny. Biorąc pod uwagę, że płyt kupiłem dokładnie tyle ile weszło do samochodu. Świetne nie było tylko montowanie wełny. Gdy parę lat temu ocieplałem strych wełną, obiecałem sobie, że nigdy więcej nie będę tego ustrojstwa kładł samodzielnie. Tia, obiecanki cacanki. Po ociepleniu domku mogę śmiało jednak potwierdzić – nigdy więcej nie będę kładł tego ustrojstwa samodzielnie.

Wszystkie prace, które nadeszły po wełnie były już przechadzką po parku. Położenie folii paraizolacyjnej oraz kolejnych warstw sklejki wewnątrz budowli sprawiły, że domek szybko zmienił się w pustą budę czekającą na jej rozplanowanie. Całe 22 m3.

Następny przystanek? Wykończeniówka!

Dodaj komentarz