Gdy udało się już pozyskać okno, wygląd domku automatycznie się wyklarował. Potrzebne były 4 ściany, w tym jedna z oknem i jedna z drzwiami. Dla ułatwienia ściana z drzwiami niczym nie różniła się od ścian bez drzwi. Ściany bez okien były podzielone na 5 segmentów, więc dla zachowania symetrii drzwi będą znajdować się w środkowym segmencie. Dodatkowym bonusem będzie okienko nad oknem, służące do wentylacji. Nie pozostało nic innego, poza cięciem dalej. Tak więc piła w rękę i ogień.

Piła ręczna cięła zaskakująco łatwo, więc całość szkieletu zajęła kilka godzin rozciągniętych w czasie kilku dni. Całe budowanie było na pełnym spontanie, więc samo się wymyśli co dalej nastanie. Gdy szkielet był już wycięty, nadszedł czas na jego skręcenie. Żeby prowizorce stało się zadość wyciągnąłem 4 palety na których można było postawić budowlę. W pojedynkę udało się postawić ściany i je ze sobą połączyć – nie było łatwo, ale w sumie w życiu nigdy nie jest.




Po postawieniu czterech ścian zdałem sobie sprawę, że takie domki na paletach zazwyczaj nie stoją – zwłaszcza rozwalających się – więc trzeba było poszukać, co będzie dobrym fundamentem.
Wybór padł na wylewane stopy betonowe wkopane w ziemię na 100cm. Powinno wystarczyć, jest to wszak głębiej niż strefa przemarzania. Tym razem obyło się bez ręcznych narzędzi – pomógł w tym świder spalinowy. 4 otwory jakimś cudem udało się wywiercić – nadeszła pora na wylewanie betonu. Przy pomocy sznurka i poziomicy ustaliłem ich wysokość i poziom. Całość poszła gładko, więc miałem kilka tygodni na kontynuację prac zanim całość porządnie zastygła.




Gdy konstrukcja była już skręcona, wzmocniłem ją przy pomocy metalowej taśmy stężającej – miało to pomóc zapobiec złożeniu się konstrukcji w przypadku silnych wiatrów, – tak przynajmniej gdzieś ktoś napisał. Jak to mawiają przezorny zawsze ubezpieczony, więc owinąłem całość taśmą, omijając okna i drzwi. Domek od razu zaczął wyglądać profesjonalniej. Sama konstrukcja znacznie też się usztywniła.

Następnym etapem było stworzenie podłogi – w końcu gdzieś trzeba było stać – ścian oraz rozkminienie dachu i jego konstrukcji. Do obicia podłogi i ścian wykorzystałem do tego podarowaną sklejkę, położoną warstwowo. Kilka warstw miało zapobiec przedmuchom Do konstrukcji dachu przydało się drewno wyhaczone kiedyś z OLX-a. Belek oczywiście wystarczyło na styk, co w tym przy tym projekcie było czymś na porządku dziennym. Podłoga była formalnością – poszła szybko i sprawnie. Gorzej było z dachem. Wtarganie belek w pojedynkę było ciężkie, ale przy pomocy prowizorycznych narzędzi i odrobiny myślenia udało się wciągnąć drewno na dach.



Jak już konstrukcja dachowa była gotowa, nadszedł czas na obicie jej sklejką. W międzyczasie na moim ulubionym portalu z rzeczami używanymi znalazłem okno dachowe za szalone 20 zł. Oczywiście zamontowałem je w konstrukcji, ale w późniejszym czasie okazało się, że mogłem je sobie darować i jego montaż poszedł na marne, ale o tym później. Na razie cieszyłem się wizją wyjścia na dach z wnętrza domku.



Gdy udało się zamontować okno i wszystkie ściany poza okienną, nadszedł czas na kolejny etap. Sam jednak nie wiedziałem co los zgotuje w następnej kolejności – nadszedł czas na research i zasłużony odpoczynek. W końcu kiedyś będzie trzeba wstawić to przeklęte okno.

